NEWS(ニュース)

(食べ物 )

Japonia  – perspektywiczny rynek dla polskich producentów żywności

Polityczne porozumienie na najwyższym szczeblu w sprawie umowy o wolnym handlu zawarte 6 lipca br. między UE a Japonią otwiera nowy rozdział w handlu międzynarodowym. O szansach polskich producentów spożywczych na japońskim rynku z Henryką Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan oraz prezeską Polsko-Japońskiego Komitetu Gospodarczego, rozmawia Olimpia Wolf.

Porozumienie UE z Japonią o wolnym handlu, które zostało zawarte w lipcu, to dopiero początek bliższej współpracy handlowej Unii Europejskiej, a więc i Polski z Japonią. Aby umowa weszła w życie, trwają obecnie prace nad ujednoliceniem przepisów regulujących handel między stronami. Na czym te prace polegają i kiedy możemy spodziewać się ich zakończenia?

Obu stronom zależy na tym, aby w miarę szybko ustalić wszystkie formalności niezbędne do tego, by umowa obowiązywała. Jak zawsze w takich negocjacjach szczegóły mogą spowolnić proces, ale myślę, że jest duża szansa na to, aby rok 2018 był ostatnim okresem przejściowym, pod koniec którego umowa zacznie obowiązywać. Z drugiej strony trzeba dać czas partnerom gospodarczym na przygotowanie się do zapisów umowy.

W umowie są zapisy obniżające cła na wiele produktów rolno-spożywczych. To ważne, ponieważ w handlu UE z Japonią artykuły rolne są wyjątkowo istotne. W przypadku Polski także – bardzo zależy nam na tym, żeby polskie produkty rolne bez większych ograniczeń tam trafiały, więc zniesienie czy obniżenie ceł jest dla nas istotne. Oprócz obniżenia ceł, trzeba również ujednolicić wiele przepisów prawnych dotyczących drobnych szczegółów, które są niezmiernie ważne z punktu widzenia producentów, eksporterów czy importerów.

Czego dotyczą te przepisy?

Są to między innymi różne normy sanitarne. Przepisy, które obowiązują w UE i dotyczą polskich produktów spożywczych, są inne niż obowiązujące w Japonii, np. terminy ważności, zasady podawania danych na etykietach. Jest to dzisiaj bardzo ważne, ponieważ konsumenci są coraz bardziej świadomi i oczekują informacji na temat tego, jaka jest zawartość produktu, czy ma jakieś czynniki szkodliwe, ile ma kalorii itp.

Zarówno Japonia jak i Unia Europejska mają swoje, bardzo restrykcyjne normy. I w ramach tej umowy trzeba tak je ujednolicić, aby certyfikat na dany produkt, który będzie wydawany w UE, obowiązywał również w Japonii i odwrotnie.

Wszystkie pozataryfowe normy handlowe będą ujednolicane. To jest bardzo długi proces, w którym muszą uczestniczyć również producenci. Oni muszą dostarczyć bardzo jasnych wytycznych – jakie będą te normy. Musi do tego powstać instytucja sprawdzająca, by producent, który wysyła produkty do Japonii, po obu stronach był wiarygodny i żeby było zaufanie, że rzeczywiście normy są spełnione. Chodzi o to, aby np. polski producent mleka w proszku (to jest jeden z głównych produktów z Polski wysyłanych dzisiaj do Japonii), który wysyła swoje mleko i ma spełnione wszystkie normy UE i Polski, nie musiał w Japonii przechodzić jeszcze raz przez procedurę sprawdzania norm. To dotyczy bardzo wielu produktów, ponieważ w rolnictwie jest wiele ograniczeń. I to na pewno będzie jeden z najistotniejszych elementów pracy nad umową UE-Japonia.

Eksperci wskazują, że wiele jest jeszcze do zrobienia w kwestii wzajemnego uznania przez Japonię i WHO dodatków do żywności i substancji spożywczych. 

Tak, dlatego, że istnieją substancje, które są dopuszczone w Unii, a nie są dopuszczone w Japonii. Tu również chodzi o specyfikę rynku i o to, że jeżeli wprowadza się takie ograniczenia, to należy doprowadzić do tego, żeby były one takie same. Aby te same produkty były zabronione i w UE i w Japonii.

Szczegóły umowy nie dotyczą tylko ceł i ograniczeń pozataryfowych, ale również ogromnej liczby innych kwestii – ochrony danych osobowych, ograniczeń w transporcie, regulacji dotyczących pracowników delegowanych, usług finansowych. Dlatego jest to naprawdę wielkie przedsięwzięcie.

Nasze uczestnictwo w UE kojarzy się nam głównie z funduszami europejskimi, podróżami bez paszportów oraz z programami edukacyjnymi typu Erasmus. Ale warto zauważyć, że Unia zdjęła z nas ogromne obciążenia także w innych sprawach – między innymi dba o to, aby nasze interesy handlowe były dobrze chronione i reprezentowane. Gdybyśmy sami prowadzili negocjacje z poszczególnymi krajami – Chinami, Japonią czy USA, nasza pozycja byłaby dużo słabsza. Miejmy na uwadze, że możliwość wejścia na unijny rynek jest dla Japonii atrakcyjna, ale gdyby dotyczyło to tylko Polski, możliwości zawarcia dobrej umowy, która dawałaby szanse wzrostu naszego eksportu, byłyby dużo mniejsze. Trzeba zdawać sobie z tego sprawę, że nasze członkostwo w UE powoduje, iż jesteśmy traktowani jako poważny partner.

Jak obecnie wygląda japońska gospodarka, jeśli chodzi o przemysł spożywczy i handel?  

Struktura przemysłu spożywczego w Japonii zmienia się, ale bardzo powoli. Japonia jest odległym rynkiem, chociaż odległość skróciła się trochę ze względu na bezpośrednie połączenia. Wbrew pozorom, ważna jest możliwość lotu do Tokio bez przesiadek. Dotyczy to bowiem także transportu cargo, czyli produktów wymagających szybkiego przeniesienia.

Japoński rynek nie tylko jest odległy, ale i trudny do zdobycia z powodu bariery językowej, którą mają Japończycy. Obecnie w nowym, młodym pokoleniu jest trochę łatwiej, ale dawniej bez znajomości japońskiego było bardzo trudno przebić się na ten rynek.

Trudność polega też na tym, że jest to kraj kulturowo bardzo odmienny. Polacy są w stanie łatwo poruszać się na rynku niemieckim, włoskim czy francuskim, ponieważ podróżują po Europie, wyznają podobne wartości, mają zbliżone gusta.

Rynek japoński różni się od naszego, jeśli chodzi o produkty rolne. Japonia była przez wiele lat krajem zamkniętym na kontakty handlowe z innymi państwami, w związku z czym jej struktura konsumpcji odpowiadała temu, co japońscy producenci mogli wyprodukować na krajowym rynku. Koncentruje się więc głównie na ryżu i rybach.

Dlatego wprowadzenie nowych produktów spożywczych wymaga ogromnego wysiłku. Trzeba oswoić lęk Japończyków przed nieznaną żywnością. Ale z drugiej strony Japończycy są zafascynowali europejską kulturą, żywnością, np. winami, serami. Widać zainteresowanie i na pewno istnieje ogromny potencjał, ale aby wejść tam z nowym produktem, należy mieć dobre kontakty. Dotychczas było to trudne, ponieważ występowały ograniczenia formalne, stąd też nasza struktura eksportu rolnego do Japonii – a Polska handluje z Japonią już wiele lat – była przez wiele lat niezmieniona: dawne centrale handlu zagranicznego zajmowały się eksportem do Japonii głównie polskiego pierza i mleka w proszku.

Od kilku lat systematycznie zwiększa się nasz eksport do Japonii, również produktów rolno-spożywczych.

Tak,  w ciągu kilku ostatnich lat eksport polskich firm spożywczych do Japonii zaczął się zwiększać. Konkurują one z wielkimi firmami zagranicznymi i udaje im się przebijać. Jako przykład mogę podać firmę Abramczyk, producenta mrożonych ryb i owoców morza z całego świata, która eksportuje swoje wyroby m.in. do Japonii. Są to wymagające produkty, które trzeba dostarczać w bardzo wysokiej jakości, ponieważ w tej branży istnieje ogromna konkurencja. Dodatkowo Japończycy mają wobec tej kategorii żywności wysokie wymagania. A jednak polskiej firmie udało się spełnić wszystkie warunki i przebić się. Producenci świeżych owoców i warzyw również zaczynają zwiększać swój eksport na japoński rynek. Widać więc, że polscy producenci żywności mają potencjał, aby eksportować swoje wyroby do Japonii.

Uważam, że umowa handlowa między UE a Japonią jest bardzo ważna dla polskich producentów żywności – na pewno będzie im dużo łatwiej handlować i promować swoje produkty spożywcze, ponieważ będzie się to odbywać pod sztandarem UE. Ponadto Japończycy uznają certyfikaty chronionego oznaczenia geograficznego, które są dowodem na wyrób spożywczy wysokiej jakości. Kraje Unii Europejskiej mają tego typu produkty, np. ser Parmezan czy francuski szampan.

Polska również ma produkty legitymujące się certyfikatami, które zapewniają szczególną ochronę i promocję. Jestem przekonana, że nasz oscypek oraz wyroby czekoladowe będą mogły konkurować z produktami innych krajów europejskich. Uważam więc, że mamy szerokie pole do współpracy handlowej z Japonią. Zwłaszcza, że Ministerstwo Rozwoju  wprowadza programy promocji polskich produktów.

Programy promocji na rynkach perspektywicznych dotyczą obecnie Algierii, Indii, Iranu, Meksyku i Wietnamu. Może w związku z umową UE-Japonia resort rozwoju dopisze ten kraj do listy?

Zależy to również od nacisku polskich producentów żywności. To nie jest tak, że urzędnicy sami decydują. Tego typu ustalenia podejmuje się wspólnie z producentami. Przykładowo, jeśli jedno z dużych i liczących się stowarzyszeń producentów przekona urzędników z ministerstwa, że z punktu widzenia rozwoju eksportu tych producentów rynek japoński jest ważny, to jestem przekonana, że Japonia też znajdzie się na liście krajów objętych programem promocji.

Dotychczas ten kraj był dla nas dość marginesowy, jeśli chodzi o eksport. Według danych z 2015 roku, eksport Polski do Japonii wyniósł 514 mln euro, a import 2,38 mld euro. Widać, że mamy zdecydowanie ujemny bilans i trzeba zrobić wszystko, żeby skorzystać z tej umowy i to zmienić. Obecnie są ogromne szanse na wzrost. Eksperci wyliczyli, że dzięki umowie handlowej UE-Japonia, wartość polskiego eksportu do Japonii może wzrosnąć nawet o 2-3 mld euro.

Które sektory spożywcze w Polsce mogą najbardziej skorzystać na zniesieniu ceł?

Cła mają być zniesione na prawie wszystkie produkty, więc pozostaje tylko ustalić, które produkty z Polski mają dobrą jakość i nadają się na eksport do Japonii. Jeśli polska firma przebiła się do Japonii z eksportem owoców morza – co raczej nie jest polską specjalnością – to tym bardziej możemy myśleć o eksporcie produktów, z których Polska jest znana i są one wysokiej jakości.

Mówię tu o polskich owocach, warzywach, przetworach z owoców i warzyw, mięsie i przetworach z mięsa, mleku i przetworach z mleka. Praktycznie nie ma takiej dziedziny, w której mielibyśmy sobie stawiać ograniczenia. To jest raczej kwestia szukania dobrych partnerów w Japonii, dotarcia na ten rynek, promocji, bo samodzielnie nic nie zrobimy.

Gdy wchodzi się do japońskiego sklepu, widać ogromy wybór produktów. Żywność w Japonii jest droga, więc z punktu widzenia eksportu to dobra wiadomość – jeśli firma spożywcza ma produkty wysokiej jakości, może eksportować je za spore pieniądze.

Trzeba szukać takich produktów, które będą trafiały w gusta Japończyków. Ilekroć jeżdżę do Japonii, zawożę do swoich japońskich przyjaciół polską wódkę, czekoladki, kiełbasę. I oni zawsze zachwycają się jakością i smakiem polskich wyrobów. Uważam więc, że polscy producenci, którzy utrzymają jakość i dobrze się wypromują, mają wszelkie szanse, żeby znacznie zwiększyć nasz udział w imporcie rolnym i spożywczym do Japonii.

Wspomniała Pani o potrzebie promocji produktów spożywczych. To ważne w kontekście tego, że polska żywność praktycznie nie jest znana w Japonii.

To prawda. Wiele lat eksportowaliśmy do Japonii półprodukty, z których Japończycy wytwarzali swoje wyroby (puch gęsi do produkcji kołder czy mleko w proszku do produkcji innych artykułów), więc oni naszej żywności nie znają. Dlatego w tym zakresie czeka nas ciężka praca. Szansą jest to, że Japończycy postrzegają Polskę jako kraj kojarzący się z nieskażonymi produktami. Z drugiej strony jest to barierą, ponieważ przeciętny Japończyk kojarzy nas z Chopinem, Wałęsą i polską wódką, a nie z przetworzonymi wyrobami wysokiej jakości. W związku z tym trzeba zmienić wizerunek Polski, tak aby była kojarzona z krajem na wysokim poziomie technologicznym, krajem, który produkuje żywność wysokiej jakości, trafiającą na półkę towarów o wysokiej cenie. I dlatego tak ważne jest, aby robić zintegrowane akcje promocyjne dotyczące Polski, żebyśmy nie kojarzyli się jedynie z łanem zboża i wierzbami na łące.

Gdzie mogą szukać wsparcia polskie firmy spożywcze planujące eksportować swoje wyroby do Japonii?

Ministerstwo Rozwoju oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych to dwa resorty, które biorą na siebie ciężar odpowiedzialności za promowanie Polski za granicą, w tym za promowanie polskiej żywności. Ważne są również stowarzyszenia producentów oraz współpraca producentów z lokalną administracją rządową. Pamiętajmy, że liczy się również to, iż występujemy pod sztandarem Unii Europejskiej, co przekłada się na pozytywne postrzeganie polskiej żywności. UE ma też szereg projektów promocyjnych, które realizuje i w których mogą uczestniczyć polscy producenci żywności.

Uważam, że polskie firmy spożywcze, myślące o eksporcie do Japonii, nie powinny czekać do momentu, w którym umowa UE-Japonia  wejdzie w życie. Muszą działać już teraz – rozmawiać z administracją lokalną i rządową o swoich produktach i integrować działania. To ważne, bo pojedyncza firma będzie miała ogromny problem, żeby zorganizować akcje promocyjne, które zostaną w Japonii zauważone.

Polsko-Japoński Komitet Gospodarczy, którego jest Pani prezesem, również wspiera rozwój współpracy gospodarczej między Polską a Japonią.

Tak. Polsko-Japoński Komitet Gospodarczy, który powstał na początku 2000 roku we współpracy z PAIZ jako odpowiednik Japońsko-Polskiego Komitetu Gospodarczego wspiera kontakty między przedsiębiorcami polskimi i japońskimi. Komitet organizuje m.in. spotkania z Japońsko-Polskim Komitetem Gospodarczym dotyczące współpracy gospodarczej obu krajów.

W związku ze zniesieniem ceł z jednej strony pojawia się szansa dla polskich producentów wołowiny i wieprzowiny, z drugiej – Japonia bardzo ostrożnie podchodzi do tematu rozszerzania współpracy z UE w zakresie tego sektora spożywczego.

Japonia chroni w ten sposób krajowe firmy mięsne, m.in. producentów słynnej wołowiny z Kobe, którą wytwarza się w specyficzny i kosztowny sposób i której cena również jest niezmiernie wysoka. Stąd też obniżanie ceł na wołowinę czy wieprzowinę jest w umowie powolniejsze niż w przypadku innych produktów. Japonia chce ustalić nieprzekraczalny poziom eksportu z UE wyrobów z wieprzowiny i wołowiny. Wynika to z faktu, iż koszty produkcji wołowiny i wieprzowiny są w Japonii dużo wyższe niż w krajach UE i rząd japoński chce, aby rodzimi producenci mieli czas na dostosowanie się do większej konkurencji na rynku. Aby nie ponieśli negatywnych konsekwencji wynikających z umowy o handlu. Dlatego wołowina, wieprzowina oraz niektóre produkty mleczne, które dla Japończyków są szczególnie istotne, będą miały dłuższy okres przejściowy. W ich wypadku potrzeba będzie więcej czasu, aby wprowadzić zerowe stawki celne czy zlikwidować kontyngenty.

Umowa handlowa to pierwszy krok, kolejny – to analiza potencjału konsumenckiego. Na ile japoński konsument  otwarty jest na nowe smaki i produkty z Unii Europejskiej, a tym samym z Polski?

Japońscy konsumenci nie znają jeszcze wielu produktów europejskich, ponieważ funkcjonują na rynku, który przez całe lata był zamknięty. Jeśli więc producenci przeprowadzą dobre akcje promocyjne, mogą jako pierwsi wejść do Japonii z nowymi produktami. Japończycy są też narodem, który bardzo dużo podróżuje. We włoskich czy francuskich restauracjach jest wielu turystów japońskich i widać, że są zafascynowani europejskim jedzeniem. Dzięki temu nieco łatwiej można zaistnieć na ich rynku.

Tak więc z jednej strony Japończycy mają tradycyjną strukturę konsumpcji i trudno to będzie zmienić, a z drugiej są zafascynowali innymi produktami. To dotyczy przede wszystkim wyrobów najwyższej jakości i stąd, jak się im dostarczy szampana francuskiego czy wysokiej jakości sery, jest to dla nich atrakcyjne.

Polscy producenci żywności powinni mieć na uwadze, że jest to rynek bardzo wymagający, ale z drugiej strony bardzo atrakcyjny – są tam bardzo wysokie ceny żywności, więc te firmy, które będą w stanie zapewnić odpowiednią jakość, mają szansę na podbój japońskiego rynku spożywczego.

Pamiętajmy również, że nie jest to rynek produktów masowych. Japoński konsument – a mówimy o 127 mln ludzi – jest przyzwyczajony do tego, że jakość naprawdę musi być wysoka, więc to nie jest kraj, który można zasypać masowym produktem niskiej jakości.

Czy możemy porównać japońskiego konsumenta do włoskiego, który również przywiązuje ogromną wagę do jakości produktów spożywczych?

Można zastosować takie porównanie. Japończycy, tak jak i Włosi, przywiązują ogromną wagę do jakości posiłków. To nie jest dla nich marginesowa sprawa. Zauważmy – i w jednym i drugim kraju działa tysiące restauracji i barów. Trafienie w gust Japończyków i przekonanie, że kupują od nas produkty, które odpowiadają ich wymaganiom, zapewnia możliwość zbytu na bardzo dużą skalę.

Tylko nie ma tu możliwości, aby pójść na skróty – że „przemycimy” produkt gorszej jakości i nikt tego nie zauważy. Musimy bardzo uważać – korzystając z tego, że ich rynek staje się bardziej otwarty – żebyśmy nie zrobili sobie krzywdy. Żebyśmy nie myśleli, że możemy szybko coś sprzedać i nie patrzeć na to, jakie będą długofalowe efekty.

Producenci żywności powinni bardzo pilnować, żeby ich produkty spełniały wymagania obowiązujących certyfikatów i norm. Żeby nie zdarzyło się, że cała partia towaru jest niezgodna z tym, co było napisane w fakturach. Cena za to jest bardzo wysoka: jeżeli raz straci się wiarygodność w oczach Japończyków, bardzo ciężko ją potem odzyskać. Także przestrzegałabym wszystkich tych, którzy pomyślą: otwiera się wielki rynek, wysokie ceny, to – nie patrząc na jakość – skorzystajmy z tego.

Podsumowując – rynek japoński jest bardzo konkurencyjny, ale wart, żeby w niego zainwestować. Japończycy cenią sobie wiarygodność i długoletniość kontaktów, są niesamowicie lojalni i jeśli raz przekonają się, że produkt jest dobry, można liczyć na to, że będą go kupować. Ale niesie to również ryzyko – jeżeli naruszy się jakość i pozycję, cena też jest wysoka.

Umowa UE-Japonia otwiera również przestrzeń dla japońskich producentów żywności, którzy planują eksport na europejski rynek. Czy według Pani jest w Polsce potencjał na zwiększoną liczbę produktów spożywczych z Japonii?

Tempo otwierania restauracji i barów z sushi jest w Polsce chyba jednym z najwyższych w Europie, pokazuje więc to, iż polskim konsumentom japońskie smaki odpowiadają. A mogłoby się wydawać, że powinny być odległe od naszych gustów kulinarnych, ponieważ nasza struktura konsumpcji opiera się głównie na mięsie i ziemniakach. Ale okazuje się, że odpowiada nam japońska żywność i te produkty, które są dla Japończyków ważne, czyli ryby, ryż – co jest związane z wizerunkiem dobrej jakości zdrowego jedzenia. Myślę, że to wszystko ma w Polsce ogromną przyszłość. Uważam, że Japończycy są zainteresowani, żeby zwiększać eksport tych wyrobów, z których oni słyną. Trzeba więc liczyć się z tym, że nastąpi też znaczny wzrost importu towarów do Polski z Japonii.

Gdyby umowa handlowa UE-Japonia nie była korzystna dla obu stron, nie zostałaby ona podpisana. Bo żaden rząd ani żadna struktura, taka jak np. UE, nie narazi się na to, aby podpisać umowę, która byłaby atakowana jako niekorzystna dla kraju czy dla grupy krajów, które tę umowę zawarły. Ogromne korzyści będą więc po obu stronach.

Dziękuję za rozmowę.